Codziennik #październik

JesienniePaździernik obfituje w wydarzenia. Dużo trudnych momentów. Parę myślów. Kilka pożegnań i wzruszeń. Kilka decyzji i wyzwań. I pewność, że jeszcze wiele przede mną. Kilka rozliczeń, co jest ważne, a co mniej. I pewność, że otaczają mnie wspaniali ludzie. Dziękuję za pomoc, za serce, za zrozumienie i wsparcie.

Enigmatycznie? Tak być musi. Patrzę na jesienną aurę. Jest piękna. Dziś siąpiła mżawka, a ja z przyjemnością się w nią zanurzyłam. Szłam i było mi dobrze. Krok za krokiem.

Ostatni tydzień moje życie przeżywam z pozycji piechura. Codziennie chodzę z synkiem spacerem do przedszkola i  z powrotem.  Widzę jego uśmiechniętą buźkę, rozmawiamy i mam na to czas. Nie biegnę. Zwolniłam. Zdrowie nie pozwoliło biec dłużej. To tylko taki moment, ale cenny. Od dwóch dni jeżdżę do pracy komunikacją miejską. I jest ok. Wygodniej ruszyć spod domu, ale dzięki tym dniom mogę patrzyć na świat jako widz. Nie muszę być czujna za kółkiem. Rozglądam się.

Uwielbiam być w Gdyni. To miejsce jest częścią mojego serca. Wczoraj spacerem przemierzyłam Świętojańską, aby pójść finalnie do rodziców na kawę. W moim mieście wszystko nabiera wyrazu. Moje wnętrze osiąga constans. Te same miejsca, uliczki, rytm miasta. Mój rytm. Nie musi być pięknie, ani luksusowo wystarczy, że jest swojsko. Dziś jadąc pociągiem wypatrywałam różnych miejsc. Tu spacerowałam z psem, a tu do przedszkola, a tu za rogiem jest dom rodziców. Sentymentalnie? Taka jestem. Najdziwniejsze, że pięć lat temu bez sentymentu zmieniłam miejsce zamieszkania i nic mnie tam nie ciągnie. W dorosłym życiu trudno mi znaleźć swoje miejsce. Wciąż mam wrażenie, że jest jakoś nieporęcznie, nie po mojemu. W domu rodziców wystarczy siąść przy starym stole w kuchni, albo rozsiąść się na kanapie w salonie. Wiem, że tam kiedy przyjdę mogę spuścić powietrze z płuc i świat się nie zawali. Nic nie muszę. Jestem. I to wystarczy.

Co przede mną? Praca, praca, praca. Kocham pracować nie wyobrażam sobie zrezygnować z tej adrenaliny, z działania. To mnie napędza, lubię mieć coś przed sobą. A kiedy mimo przeciwności wykonam pewien etap prac i uda się zrealizować, co planuję -spotkanie z przyjaciółmi. Śmiech i żarty przy wspólnym stole. Głośno i z humorem. W świetle świec, aby było halloweenowo.

W tym tygodniu wyznaczyłam sobie ambitny cel. Moja waga musi się zmienić. Dość wymówek. To czas pracy nad sobą. Podjęłam wyzwanie. Pomiary zrobione. Dieta ustalona. Teraz wytrwała realizacja. Wymyśliłam liczbę, która mnie zadowoli i idę w tym kierunku. Nie chce o tym więcej pisać. Planuję to zrealizować i wtedy opisać.

A teraz zamierzam zakopać się w pościeli. Przez chwilę z słuchawkami na uszach posłuchać mojej muzyki, aby po jakimś czasie zasnąć, Życzę wszystkim miłych snów.

Dorota

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge