Coraz bliżej Święta

Być może znajdzie się kilka osób, które nie kochają świąt. Jednak ja należę do tych, które je uwielbiają. W tym roku zegar już dawno zaczął odliczać dni, a nawet godziny do pierwszej gwiazdki. A ja z przygotowaniami daleko w polu. Czy jest mi z tego powodu źle? Nie. Są chwile kiedy się obawiam, czy mi się uda z wszystkim zdążyć. W końcu Wigilia u mnie, to zobowiązuje. Czekam na nią. Jest jak wybicie zegara…minął kolejny rok.

Dla wielu osób dzień urodziny czy Sylwester to czas, kiedy przychodzą podsumowania. Mam wrażenie, że dla mnie jest to Wigilia. W jej dniu wspinam się na wyżyny organizacyjne. Sprzątam gotuję i piekę. A koło 18. zjawiają się pierwsi goście. Jednak do samej wieczerzy zasiądziemy koło 19.. Stół nakryty odświętnie, dzieci pełne oczekiwania i my dorośli wciąż jeszcze napięci po zadaniach dnia, który minął. Opłatek zacznie odświętną część kolacji. Kiedyś była to dla mnie udręka, poważne życzenia rodziców, wciąż czułam, że nie wszystko robię tak, jak należy, nie jestem taka, jak powinnam- idealna. Dziś nie oczekuję tego od siebie. I od innych też nie. Staram się dawać, co mogę…ale przede wszystkim miłość moim najbliższym. Najpierw na stół trafi barszcz z uszkami, które lepimy u mamy poprzedniego dnia. Na stole będą już oczekiwały w kolejce pierogi z kapustą i grzybami, gołąbki z kaszą gryczaną w sosie grzybowym. I ryby…z których zjem tylko łososia w galarecie i rybę po grecku… a może i tego nie dam rady. Kiedy nadejdzie czas na prezenty…będziemy musieli bardzo się starać, aby Gwiazdor nie pominął naszego domu, bo dzieci są bardzo czujne i chcą go złapać na podkładaniu paczuszek pod choinkę. I kiedy już wszyscy otrzymają swoje podarki. Nareszcie nadejdzie czas na kawę i ciasto, a dla mnie to znaczy, że mogę zrzucić szpilki, zdjąć “gorset” napięcia przedświątecznego. Już wszystko się udało. Teraz będę mogła być sobą. Pojawią się kolejni goście, rodzina mojego męża. Kiedy już jesteśmy w komplecie, czas na kolędy i gwar rozmów. W zeszłym roku bardzo mi zależało, aby mój ulubiony gitarzysta rodzinny zagrał kolędy, zapomniałam mu tylko o tym powiedzieć i wieczór minął, a ja nie posłuchałam, jak śpiewa i gra. W tym roku nie dotrze do nas, praca mu nie pozwala. Jednak w moim sercu będzie grał. Na pewno będę o nim myśleć w ten wieczór. Gdybym wiedziała w tę niedzielę, kiedy się widzieliśmy, dałabym mu prezent od Gwiazdora, aby otworzył w ten wieczór. -Luciu, dziękuję Ci za wszystkie wieczory z gitarą, to prawdziwa uczta.

Kiedy już pierwsza gwiazda na niebie błyszczy, dzieci uciekają ze swoimi gadżetami na górę, my dorośli siedzimy przy winie, świecach, śmiejemy się i rozmawiamy. To cudowny czas. Czas, który gości w sercu przez resztę roku, do następnych Świąt. Jednak ja mam jeszcze jeden magiczny moment…kiedy wszyscy już wrócą do swoich domów, a ja posprzątam ze stołu. Siadam w salonie sama i myślę, wspominam najbliższych mi ludzi, tych którzy są z nami i tych których nie ma. Robię małą retrospektywę, bilans uczuć. Myślę o przyjaciołach, wydarzeniach tego roku, układam sobie wszystko… Czasem spłynie jakaś łza, ale to też ma swój urok. A potem gaszę świece i idę spać. Coś się kończy…aby następnego dnia coś mogło rozpocząć na nowo…

Kiedy wstaję następnego dnia w pierwszy dzień świąt …wiem, że jakiś etap mam już za sobą. Zaczynam działać …biegać, szykować. Jedziemy do mamy na śniadanie. I znów wpadam w mój naturalny rytm szaleńczego biegu, kolędowania po przyjaciołach i rodzinie. Ech cudowny czas Świąt.

Coraz bliżej Święta…

Dorota

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge