Ferie w Karpaczu, w Hotelu Gołębiewski


Hotel GołębiewskiW tym roku postanowiliśmy ze znajomymi odwiedzić nowe miejsce i przypomnieć sobie trochę jazdę na nartach. Po długim namyśle postanowiliśmy pojechać na kilka dni do Karpacza do Hotelu Gołębiewski. Jesteśmy przyzwyczajeni do standardu, który oferują w swoich hotelach. Wiemy na pewno, że nawet, jeśli nie wypalą inne atrakcje,  w hotelu będzie co robić. Tym razem dopisała i pogoda, i miejsce.

Gołębiewski hol'Gołębiewski  recepcjaGołębiewski holJazda samochodem z domu zajęła nam z jednym przystankiem około 8 godzin. Przyjechaliśmy w porze obiadu i postanowiliśmy, że tego dnia nie idziemy już na stok. Wybraliśmy się tylko na basen i automaty, które uwielbia moja córka. Dla mnie to napakowana przestrzeń wieloma automatami, wielki hałas, ale skoro młoda to lubi, to ok.

Gołębiewski basenGołębiewski basen''Niestety mój synek rozchorował się niespodziewanie i praktycznie cały pobyt spędził w pokoju, a my wymienialiśmy się przy nim. Nie miał ochoty chodzić na plac zabaw, choć w zeszłym roku w Mikołajkach nie można go było stamtąd wyprowadzić. Prawo chorego.

Dlatego następnego dnia miałam wątpliwości czy iść na stok, czy opiekować się nim. Jednak postanowiłam wyrwać się na godzinkę. Narty i instruktora zamówiłam na terenie hotelu, a stok mieliśmy kilka metrów od wejścia, więc był to układ idealny. Nasze lekcje prowadził instruktor Piotr, który okazał się fajnym człowiekiem i dobrym fachowcem.  Jak się okazało, nie zapomniałam wszystkiego.  Bałam się, że nic już nie zostało z mojej nauki z poprzedniego wjazdu. Cieszę się, że spróbowałam, bo przypomniałam sobie, że daje to niesamowitą frajdę. Moje postanowienie: będę jeździć przy kolejnych okazjach, a chciałam już odłożyć na zapomnianą półkę w szafie moje akcesoria narciarskie. Stok na tyłach hotelu był idealny do nauki jazdy, delikatny, ale nie płaski. Bałam się ponieważ za pierwszym razem pojechaliśmy na zbyt trudną trasę i moje pierwsze szlify wypadły na zbyt ostrym stoku.

Gołębiewski na stoku''Gołębiewski na stoku'Gołębiewski na stoku'''Głębiewski na stokuPierwszego dnia po obiadku wzięłam moją córkę na basen, który mnie rozczarował. No cóż punkt na plus dla Mikołajek. Rozczarował mnie basen z falami- malutki mizerniutki, małe fale, rzeczka o nurcie dla przedszkolaków… no cóż słabo, słabo. Mała powierzchnia dużo baseników i kadzi. No i pełno ludzi. Mnie nie ujęli tym miejscem. Tu mimo iż w Mikołajkach widac już ząb czasu, wolę tamtejsze baseny. No i ogromny minus dla Karpacza- brak lodowiska.

Przyznam, że przez nasze perypetie zdrowotne nie zwiedziłam okolicy. Dni mijały szybko, a przez zmienianie się przy chorym w pokoju, było go stanowczo za mało. Moja córka z mężem odwiedzili tylko muzeum lego w Karpaczu, gdzie pasjonat klocków wystawił swoją kolekcję. Moja córka była zachwycona, ponieważ zbiera teraz klocki lego friends, ale do legolandu daleko.

Gołębiewski spaGołębiewski plac zabawNie udało mi się zwiedzić tamtejszego Spa oraz skorzystać z solarium, które mijaliśmy idąc do pokoju. Z powodu późnego zamawiania pobytu w hotelu, dostaliśmy pokój na poziomie recepcji. Pewnie widoki z wyżej położonych pokoi były lepsze, jednak mi ta miejscówka bardzo odpowiadała. Pokój, jak zwykle nie zawiódł, trzymają naprawdę dobry standard. Co do wystroju korytarza, wciąż zachodzę w głowę, kto wybierał dywany i tapetę, bo powstał z tego nieskładny chaos. Piękne były natomiast żyrandole i akwarium z wielkimi rybami przy wejściu.  Nie wiem dlaczego nie poszliśmy na kręgle czy bilard, zwyczajnie za mało czasu.

Gołębiewski akwariumGołębiewski kawiarniaGołębiewski kawiarnia'Co do posiłków były super. Tu punkt na korzyść dla Karpacza. Jedzonko było świeże i smaczne. Bardzo urozmaicone. Spróbowałam: rekina, lamy, sarny czy z bardziej typowych:  krewetek, muli, dzika, kaczki. I wszystko naprawdę dobrze zrobione. Przyznam, że wychodziłam z posiłków zwyczajnie przejedzona. Nie korzystaliśmy ze Smakolandii dla dzieci, ponieważ w godzinach otwarcia dzieci były najedzone. Byliśmy na kolacji w restauracji na parterze, gdzie za rozsądną cenę można było nakarmić dzieci z menu dziecięcego. Chodziliśmy też na koktajle do kawiarni-drink baru na parterze, ponieważ moja córka je uwielbia.

Gołębiewski restauracjaGołębiewski widok z restauracjiGołębiewski widok z restauracji'Gołębiewski widok z restauracji''Podsumowując, wyjazd nam się udał, mimo pewnych przeciwności. Polecam to miejsce z czystym sercem. Jedyny minus tego wyjazdu to słony rachunek, ale to wiedzieliśmy już przed wyjazdem.

Dorota

 

4 myśli nt. „Ferie w Karpaczu, w Hotelu Gołębiewski

    • Było dramatycznie chwilami, bałam się, nosiłam na rękach. A lekarz z listy hotelowej zażyczył sobie 150 zł za wizytę. Nieco osłupiałam. Ale pewnośc, że wszystko będzie dobrze jest bezcenna :)

  1. Droga Doroto,
    po długim czasie wracam na Twojego bloga i widzę, że odwiedziliście Karpacz. Zawsze z przyjemnością czytam Twoje wrażenia z podróży, następnym razem wpadnijcie koniecznie do nas na kawę;-) można powiedzieć, że mieliście po drodze;-) Pamiętajcie o nas następnym razem;-)
    My tymczasem planujemy wakacje i myślimy o Kaszubach, być może odwiedzimy Adlera;-) Chyba, że polecasz inny ośrodek z własną plażą.

    Pozdrawiamy Was gorąco z Wiednia!
    MiŁiS

    • Myślałam o Was. Zastanawiałam się, jak ułożyły się Wasze plany i ich realizacja. Kawa aktualna, a nawet konieczna. Co do ośrodków na Kaszubach polecam Szarlotę koło Kościerzyny oraz Wrzos w Łupawsku. Pewnie mam tu gdzieś wpisy z wyjazdu do Wrzosu. W Szarlocie nie wiem, jaki jest obecnie standard, jednak jest tam hotel i domki. Cieszę się, że do mnie napisałaś.
      Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge