Jesienne wspominki

Kasztany, netKiedy przychodzi czas, kiedy wieczór przychodzi zbyt szybko, a słońca i ciepła coraz mniej, nachodzi mnie melancholijny nastrój. Jesienią w domu już po obiedzie robi się szaro i trzeba się powoli przygotowywać na zbliżającą się zimę. Póki pogoda pozwala i aura jest łaskawa uciekam na spacery z dziećmi, patrzę na piękne kolory drzew. Na drodze wśród liści można znaleźć kasztany, które kojarzą mi się z dzieciństwem.

 Kiedyś jako dziecko wraz z rodzicami i rodzeństwem, pojechaliśmy za Wejherowo, gdzie wzdłuż drogi rosły same kasztanowce. Brodziliśmy w liściach, szukając kasztanów, a tych było mnóstwo. Czułam wtedy radość, bo uwielbiałam je zbierać.

W dzieciństwie, w takie jesienne dni, wyruszaliśmy z  rodzicami do lasu na grzyby. To były długie wyprawy, gdyż wyjeżdżaliśmy o 5 rano, a wracaliśmy w porze objadu. Mama zawsze szykowała termosy z herbatą i kawą, bułki z serem i kiełbasą. Zazwyczaj jechaliśmy w bory tucholskie. Tata zatrzymywał się w miejscach, które wyglądały na obfite w grzyby. grzyb, netZazwyczaj szukaliśmy grzybów niewiele oddaleni od mamy lub taty, w zasięgu wzroku lub głosu. Między nami biegał pies, zaganiając swoje stado. A my zaglądaliśmy pod krzaczki, raz po raz ciesząc się ze znaleziska. Kiedy byliśmy zmęczeni wracaliśmy do samochodu piliśmy gorącą herbatę i jedliśmy śniadanie. Aby po zmianie miejsca, znów zaczynać swoje poszukiwania. Po powrocie do domu starałam się zniknąć z zasięgu wzroku mamy, aby nie obierać tych pokładów grzybów, które wspólnie zbieraliśmy. Nasze wyjazdy miały swój niepowtarzalny klimat i mimo zmęczenia, zawsze ich oczekiwałam. Nie było jesieni bez choćby jednego grzybobrania. Od kilku lat nie jeżdżę na grzyby, bo dzieciaczki nie dały by rady tyle godzin, ale za kilka lat sama urządzę taką wyprawę. Teraz jednak obserwuję jesień z miasta…

Dorota

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge