Kalejdoskop uczuć

Dorota
Siedzę i patrzę w monitor, co napisać, które z uczuć mogę nazwać. Czasem świat i nieszczęścia przemykają obok nas. Współczujemy, ale to nie dotyczy nas. Dziś jednak dopada mnie smutek. Patrzę wstecz, robię retrospektywę. Przed oczami mam kalejdoskop różnych chwil. Te szczęśliwe i radosne momenty wciąż powracające, jak najlepszy film, smutne zepchnięte na skraj pamięci.

Tyle mogłabym napisać, wyszedłby z tego nie jeden “list do przyjaciela”. Piszę te listy w sercu i pozostawiam dla siebie. Dziś już te listy pozostaną we mnie. Żadne słowa nie padną.

Budujemy sobie swój świat, myśląc, że jesteśmy niezniszczalni, że wszystko jeszcze przed nami. Nie oszczędzamy się, pędzimy. Praca, dom, rodzina… na sam koniec my sami. Najpierw młodość, która przemyka szybko, pozostawiając niezatarte wspomnienia.  Pierwsze randki, związki, wyjazdy, nauka i zabawa. Potem wejście  w dorosłość, pierwsza praca, obowiązki, budowanie swojego świata. Aż przychodzą dzieci. Wtedy już wielkim galopem. Jeszcze więcej pracy, jeszcze szybsze tempo. Kiedy pojawia się czas, aby zwolnić, zrobić coś tylko dla siebie, jesteśmy już w dojrzałym wieku. Przychodzi zmęczenie, kolejne zmarszczki i przypadłości. Gorzej jeśli pojawia się śmiertelna choroba i nie ma już czasu, aby zrealizować swoje marzenia. Nie ma czasu odcinać kuponów od ciężko przepracowanego życia. Takie refleksje przychodzą mi dziś głowy.

sylwester-2009Kilka dni temu odszedł po krótkiej chorobie mój przyjaciel. Wspaniały człowiek o wielkim sercu. Zawsze można było na niego liczyć, zawsze potrafił pomóc lub wesprzeć dobrym słowem. Nigdy nie powiedział o nikim złego słowa, obrońca słabych i zagubionych. Oddany rodzinie, wspaniały mąż i ojciec. Pozostawił w sercach ludzi, którzy go znali pustkę, smutek i poczucie wielkiej straty. A zarazem moc ciepłych uczuć, które wzbudzał w innych. Na zawsze pozostanie już w naszej pamięci.

W moim sercu pozostaną bezcenne wspomnienia z naszych wspólnych imprez i wyjazdów. Choćby niezapomniana historia ze stoku. Kiedy to będąc pierwszy raz na nartach wraz z drugim kolegą, namówili mnie na wjazd na stromy stok. “Dasz radę”. Na samej górze z lekkim przerażeniem stwierdził “może zdejmiesz narty i zejdziesz bokiem”, “nie, teraz masz mnie poprowadzić” Zajęło to godzinę, ale zjechałam z jego pomocą. Wymęczeni, wyśmiani, po sporej dawce adrenaliny.Tę samą trasę z instruktorem chwilę później pokonałam w 15 minut. Inne wspomnienie z wyjazdu do Łeby, gdzie podczas jednego ze spacerów, poszliśmy rodzinnie na lody. Oczywiście zjadłam swoją porcję szybko. A on jadł powoli. Kiedy zjadłam, zaczął się wygłupiać, jakie jego są pyszne i mnie wkurzał, bo wcale nie robiło to na mnie wrażenia,a jego wygłupy mnie drażniły. Po jednym z takich “postękiwań” nad pucharem, wielka kropla loda czekoladowego wylądowała na jego białych lnianych spodniach- wiadomo w jakich “okolicach”. Na to ja nie wytrzymałam i wybuchnęłam takim śmiechem, wskazując palcem ubrudzone miejsce, że wszyscy w kawiarni spojrzeli na nas. Nie mogłam opanować głośnego śmiechu, a on miał głupią minę i też się śmiał. Ile takich historii jeszcze. Zawsze potrafiliśmy porozumiewać się bez słów, wystarczyło jedno spojrzenie i wszystko było wiadomo. Kiedy było mi źle przegadywałam z nim problemy- ile to razy… Kiedy zepsuł mi się samochód dzwoniłam po niego, bo zawsze wiedział, co zrobić. Kiedy ktoś mi wjechał w zderzak,
w samochodzie, naprawił mi go. Kiedy go poznałam byłam straszną małolatą miałam naście lat, a on był o ponad dziesięć lat starszy. Robił sobie żarty, mówiąc na mnie “Rap”- bo lubiłam soul,  później drażnił mnie pytaniem “masz kasę?”, bo przy jednej z okoliczności powiedziałam, że jej nie mam. Oczywiście patrzyłam na niego, jak na “wapniaka”, który uczepił się i odcinałam się czymś wkurzona, a on się śmiał. Później poznaliśmy się lepiej i wyrośliśmy z pewnych żartów. Od kilku lat nie mieliśmy takiego kontaktu, z wielu powodów niezależnych.

Poddaję się dziś żałobie, czując wielką stratę. Niewielu ludzi w moim życiu pozostawi po sobie tyle smutku, niewielu śmierć mnie tak dotknie. Dziś wciąż powtarzam modlitwy i noszę w sercu wiarę, że tam dokąd się wybrał będzie mu dobrze. Liczyłam, że kiedyś jeszcze spokojnie pogadamy przy jednym stole, jak za dawnych czasów. Pośmiejemy się, z żartów. Dziś wiem, że to nie nastąpi i serce mi pęka z żalu. Płaczę, więc czując, jak łzy płuczą moje smutki. Wiem, że jedynym sposobem na przeżycie tej tragedii jest danie sobie czasu. “Wszystko mija, to co złe i dobre”.

Wyglądam przez okno, niebo jest piękne i błękitne. Ptaki śpiewają, drzewa się zielenią, nic nie zatrzymało się w pół kroku. Życie toczy się dalej. Moje wręcz pędzi. A ja na tę krótką chwilę bardzo pragnę się zatrzymać. Popatrzeć, posłuchać, zadać sobie kilka pytań. Jaki ma sens życie, jak spędzić jego resztę, czując szczęście i spełnienie.

Dorota

 

3 myśli nt. „Kalejdoskop uczuć

  1. Dziś pierwsza rocznica śmierci. Pogrążam się we wspomnieniach i snuję refleksje. To długi rok pełen różnych odcieni i barw. Zbieram je w na dnie mojego oka i przekazuję Ci je w darze. Mam nadzieję, że tam, gdzie jesteś znalazłeś spokój i ukojenie. W sercu noszę modlitwy za Ciebie.

  2. Druga rocznica minęła w dzikim pędzie… Brakuje mi Twoich telefonów i dbałości o bliskich. Twojego głupkowatego śmiechu. Czasem poważnego spojrzenia. Wiele spraw potoczyło się nie tak, jak byś sobie życzył. Wiem, że było by Ci przykro.
    Czasem przez chwilę czuję, że jesteś obok. Wiem, że to złudzenie.
    Pewne żałoby nigdy się nie kończą…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge