Kosmetyczne szaleństwo

kosmetykiW tym miesiącu miałam swój dwutygodniowy urlop. Postanowiłam podczas tego urlopu wykonać dwa zadania. Po pierwsze posprzątać w domu. Posegregować rzeczy i zabawki, z których nie korzystamy. A drugie zadanie to zadbać o siebie. Odwiedzić kosmetyczkę i uzupełnić opustoszałą kosmetyczkę.

Przed urodzeniem syna często chodziłam na różne zabiegi, jednak po jego urodzeniu odlożyłam na bok wszystko. Moje wizyty w salonie piękności sparawiały, że czułam się zadbana. Czułam, że coś dla siebie robię, coś co sprawia mi przyjemność. Ostatnie lata skoncentrowałam się na dzieciach. Dziś czuję, że podrosły na tyle, że znów mogę pozwolić sobie na trochę przyjemności i poświęcić czas sobie. A przede wszystkim, że mój organizm tego potrzebuje.

Mam taki zwyczaj, że jeśli posiadam jakiś kosmetyk to staram się zużyć go i dopiero wtedy uzupełniam brak. Nie lubię zbierać kolekcji kosmetyków, które się przeterminowują w mojej kosmetyczce. Poza tym wpadam w lekki popłoch mając nadmiar kosmetyków, a tego nie lubię. Mam wtedy wrażenie, że gubię się i wciąż grzebię w poszukiwaniu tych kilku, z których korzystam na codzień. Dlatego moją kosmetyczkę traktuję jako basic- niezbędne minimum, które mogę wrzucić do torby i nawet nosić ze sobą. Moja zasada dotyczy również perfumów jestem wierna jednej lini zapachowej i jeszcze nie znalazłam innej, którą chciałabym mieć na swojej półce i torebce. Od lat używam DKNY i ten zapach jest już chyba częścią mnie. I przyznam, że choć zdarza mi się poszukiwać nowych zapachów, powracam wciąż do tego samego.

Ostatnio nagle nie wiedzieć czemu, moje kosmetyki skończyły się na raz. Zostałam z końcówką pudru w kamieniu, tuszu do rzęs i ulubionego koloru cienia do powiek. Tym razem nie uddałam się na samodzielne poszukiwania, tylko skorzystałam z doradztwa w perfumerii. Jeśli chodzi o kosmetyki kolorowe to lubię poszukiwać i zmieniać. Mój wybór padł na puder IsaDora Anti Shine Mattifying Powder, tusz Clarins Wonder Perfect Mascara oraz cień ArtDeco Eyeshadow 91A. Każdy z tych zakupów okazał się trafionym wyborem. Tusz jest pogrubiający ma kremową konsystencję i przy delikatnym nakładaniu osiągam efekt, który lubię. A lubię, kiedy są pogrubione i rozdzielone, nie stanowiąc przy tym zgrubiałej bryły. Do tego nie drażni mnie jego zapach. Puder w kamieniu również spełnia moje wymagania. Wykańcza mój makijaż i wygładza skórę, nadając delikatny równy odcień. Przy mojej cerze z przebarwieniami i rozszerzonymi porami to bardzo cenne. Jednak przyjemność odczuwam już przy jego nakładaniu, poduszeczka jest delikatna jak aksamit. Naprawdę super produkt. Jeśli chodzi o cienie ArtDeco to marka sama w sobie. Odcień jest delikatny i dokładnie taki, jak sobie wymarzyłam. Muszę tylko dokupić małą kasetkę do trzymania go, ponieważ posiadam tylko wielką, a teraz wolę minimalizację.

Nie zwlekając zadbałam też o swoje paznokcie u rąk i nóg. Co do większych zabiegów zdecydowałam się na makijaż permanentny oczu. Już dawno to planowałam. Już jakiś czas temu ustaliłam spotkanie i nareszcie moje oczy zyskają na wyrazistości. Wciąż jeszcze schodzą mi pozostałości po zabiegu. Jednak już cieszę się na efekt finalny. Poumawiałam się też na inne zabiegi, które opiszę kiedy będę miała je za sobą.

Polecam taki sposób na urlop, kiedy można zrobić porządki w wybranych obszarach życia.

Dorota

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge