“List w butelce”- magia pisania listów

Czytam właśnie książkę “List w butelce” Nicolasa Sparksa, to piękna książka. I nagle poczułam, że muszę napisać o listach w moim życiu. Kiedy czytam listy, które tajemniczy Garrett pisze do ukochanej, przypominają mi się moje listy miłosne, ale też listy pisane do przyjaciół. Kiedy siadałam do pisania w głowie miałam kłębowisko myśli, a kiedy wstawałam po napisaniu wszystkiego, co mi w duszy gra, czułam się lekka i wolna. Burza we mnie się uspokajała, myśli układały się w całość. Jeśli chodzi o mnie to wciąż piszę listy do przyjaciół, teraz w formie elektronicznej i szczerze powiem, że dla mnie to jest ważne i bardzo potrzebne. Kiedy potrzebuję się “wygadać”- piszę list. W pisaniu listów jest coś magicznego!

   Oczywiście listy z książki Sparksa są liryczne, przepełnione miłością i żalem po utracie ukochanej, jednak poruszają pewną strunę w duszy. Nie wszyscy przeżywamy nasze uczucia tak samo…jednak wiele osób czuje, jak namiętność i miłość szarpią ich duszę, powodują, że nie potrafią być szczęśliwi. A nawet nie chcą żyć. A przecież życie jest piękne, nawet wtedy kiedy traci się bliską osobę. Trzeba szukać tego piękna i karmić nim swoją duszę. Patrzeć na świat nawet kiedy te kolory nie przedzierają się do serca, a być może pewnego dnia ból minie i będzie można czerpać z tego radość. Bo szczęście to tylko chwile, momenty, które składają się na całe nasze życie.

Co do pisania do przyjaciół…kiedy byłam nastolatką przyjaźniłam się z fantastyczną dziewczyną -Danusią. Nadal mamy ze sobą kontakt i zawsze w trudnych chwilach możemy się do siebie zwrócić. Jednak niesamowity był ten młodzieńczy czas, kiedy widząc się niemal codziennie, pisałyśmy do siebie długie listy…ja bez opamiętania po kilka stron papieru kancelaryjnego. Tyle było emocji, tyle sytuacji i rzeczy do opisania…to było piękne. Do dziś piszę, nazywam uczucia, przeżywam moje wzloty i upadki, a w listach opowiadam to moim “najbliższym z najbliższych”. Czasem łatwiej jest usiąść i napisać, co się czuje, łatwiej przelać na papier uczucia, wtedy to nie jest takie emocjonalne, łatwiej to nazwać.

Kiedy dorosłam i zaczęłam spotykać z moim mężem pisałam do niego. Jednak w pewnym momencie zauważyłam waha się przy czytaniu…dlaczego? Nie były to listy miłosne tylko napięte, pełne oczekiwań…hmm zrozumiałam, że nie tędy droga. Przestałam mu dawać je do przeczytania. A sama pisząc je układałam sobie wszystko w sercu i głowie, nie potrzebowałam już rozkładać z nim wszystkiego na czynniki pierwsze. Darłam je potem. A problemy same znajdowały rozwiązanie. To była taka forma terapii dla siebie.

Ostatnio spotkałam się z przyjaciółką, która wyjawiła mi, że pisze do siebie listy. Czasem wypisuje myśli, w urodziny zrobiła listę życzeń. Zrobiła małe podsumowanie. To piękne. Jakiś czas temu pisałam dużo takich listów, a potem po czasie czytałam je sobie ponownie. Wtedy już nie były aktualne, ale mogłam się cofnąć w czasie do tego co było kiedyś. Lubię to. To daje pewną wiedzę o sobie, o przemijaniu, zmienności uczuć i pokazuje jak się zmieniamy.

Jestem bardzo poukładaną osobą, dlatego mimo pozornego chaosu, który tworzę wokół siebie, lubię kiedy wszystko ma swoje miejsce. Wciąż coś analizuję i natłok myśli mam ogromny. Fajnie gdy wszystkie myśli znajdują swoje miejsce. Wierzę, że wszystko co się z dzieje w nas, trzeba poukładać, dać sobie czas i słuchać siebie. Czasem coś nas dotknie, zrani i naprawdę boli. Trzeba to przeżyć. Zwyczajnie dzień po dniu dawać temu trwać, tyle ile musi.  Czasem trzeba się wygadać, a może właśnie napisać list do przyjaciela, może do siebie samego. A może napisać list i włożyć go do butelki i posłać w morze… Problemy realne oczywiście trzeba rozwiązywać konkretnymi działaniami, ale te które dotyczą duszy nie są takie proste. Każdy musi znaleźć sobie swój sposób. Ja znalazłam. I wszystkim tego życzę.

Dorota

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge