Mikołajki…

Mikołajkowe słodycze pieniązki, fot: Dorota/pisanienakolanie.plRano obudziłam się chyba przez przypadek…budzik dzwonił chyba jakieś 40 minut wcześniej. Nawet nie pamiętam, kiedy go wyłączyłam. Mój mąż spał w najlepsze po Barbórce.”Trzeba obudzić córkę…i co zrobić z moim maluchem”. Miał się nim zająć Pan Zmęczony. Moja córka poszła na dół, poszłam za nią, bo nic tak nie cieszy, jak radość innych. Patrzyłam, jak szuka swojego prezentu, jak go rozpakowuje. Podobał się. No to teraz decyzja, co dalej? Muszę wziąść malucha ze sobą do szkoły.

Mikołaj piankowy, fot: Dorota/pisanienakolanie.plKiedy dojechałam do szkoły, miałam 5 minutowy poślizg. Jednak to nie był mój największy problem. Miałam dwa duże kartony prezentów, torbę z akcesoriami do konkursu, torebkę…i małe dziecko. Kiedy dotarłam na drugie piętro w szkole, czułam jakbym pokonała Mount Everest. Uzgodniłam z panią, że robimy konkurs, a potem prezenty. Dzieci otrzymały zadanie- zlepić według wzoru Mikołajka z pianki. Sześć pierwszych osób miało otrzymać dodatkowe zestawy Mikołajków z pianki. Dzieci zaangażowały się, było naprawdę fajnie. Mój mały synek, poza jednym upadkiem z krzesła, spisał się cudownie. Kiedy rozdałam prezenty klasie, zobaczyłam, że mój wybór przypadł im do gustu- poczułam jakbym sama coś otrzymała. Zadanie wypełniłam.

Wieczorem spodziewałam się gości, więc reszta dnia upłynęła na przygotowaniach. Obserwowałam jednak z pewnym niepokojem aurę za oknem. Śnieg sypał, wiatr wiał, wyglądało to naprawdę nieciekawie. Około pierwszej w południe mój mąż dał mi znać, że w domu nie ma prądu. Kiedy przyjechałam z obiadem na wynos, okazało się, że na górze w domu mamy światło, na dole nie. W kuchni chodziła zmywarka i piekarnik. Wyjęłam świece i czekałam, co będzie się działo dalej. W związku z aurą połowa gości nie dopisała. Jednak moja córka i jej młodsza kuzynka były zadowolone, dostały prezenty, które im się spodobały i mogły się pobawić, zabrakło trzeciej kuzynki. Bardzo się ucieszyłam, że przyjechali moi rodzice, bo mój syn też był szczęśliwy i bawił się z dziadzią. Wciąż czułam się dziwnie, z powodu braku śwatła na dole. Przeciągnęliśmy kable, dzięki czemu podłączyliśmy lampę, chodził telewizor, a jednak dla mnie było nierealnie… Jedno jest pewne, zapamiętam na dłużej te Mikołajki.

Dorota

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge