Nocne perypetie z dzieciakami

dzieciaki, fot: Dorota/pisanienakolanie.plDziś miałam koszmarną noc. Zasnęłam oczywiście u córki, usypiając ją. No usypianie to za dużo powiedziane ma w końcu osiem lat. Przeczytałam książkę, podrapałam po pleckach, podroczyłam się i przytuliłam. To nasza chwila dla siebie, bo w ciągu dnia nie ma szans. Wiem też, że niedługo zostanę oddelegowana, bo ona ze mnie poprostu wyrośnie. Jednak wracając, po naszym rytuale wieczornym padłam, jak kawka u niej w łóżku. Obudziłam się około północy wyrwana ze snu, płaczem syna dochodzącym z elektronicznej niani, którą noszę wieczorami ze sobą. Rozpłakał się w najlepsze, nie mogłam go wyciszyć. Po chwili usłyszałam strasznie głośny alarm,  dochądzący z pokoju mojej córki. Tym razem pobiegłam do niej, jej budzik prawdopodobnie nastawiony przez mojego małego urwisa, wył w najlepsze. Wyłączyłam go, odwraciłam się patrzę, a moja córka stoi i na mnie patrzy, poprosiłam ją, aby poszła spać i pobiegłam do wciąż płaczącego malucha. Mój mąż włączył się do akcji uspokajania małego, aby po chwili mi go oddać. Wzięłam go do łóżka i zaczął się wyciszać. W ciszy, która zapadła doszło mnie jakieś chlipanie. To moja córka popłakiwała, bo nie mgła zasnąć. Wymyknęłam się i zawołałam mojego męża, aby się nią zajął. Na co mój syn znów uderzył w wysokie tony…Istny dom wariatów. I jedna miotająca się kobieta. Poszłam do małego i znów go usypiałam. Jednak wciąż słyszałam rozmowy i dyskusje z drugiego pokoju, wiedziałam, że ta panna nie zaśnie bez mojej interwencji. Odczekałam aż synek uśnie głębiej i przeniosłam go do łóżeczka. Tym razem pobiegłam do córki i zarządziłam odwrót męża. Moja akcja usypianie trwała do drugiej w nocy. Wreszcie po ponownym czytaniu drapaniu, przebieraniu (bo za gorąco), smarkaniu itp. …Padłam ja …i chyba ona. Miałam wrażenie, że uczestniczę w jakimś chorym filmie, a jednak to była rzeczywistość. Obudziłam się o piątej poleciałam do kuchni, wyszykowałam męża do pracy i położyłam się na chwilę. Synek mimo zarwanej nocy wstał po szóstej. I przyznam, że nawet jakoś się dziś trzymam. Oj, dają się we znaki te dzieciowe obowiązki.

Pozdrawiam wszystkich rodziców, zgnębionych przez nocne harce dzieci.

Dorota

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge