Pensjonat na wrzosowisku, książka do przemyśleń

pensjonat na wrzosowiskuWłaśnie czytam książkę „Pensjonat na wrzosowisku” Anny Łajkowskiej, która jest podstawą do moich rozważań na temat małżeństwa. Bohaterką jest Basia, matka trójki dzieci mieszkająca w Anglii. Pewnego dnia tuż przed wyjazdem na wspólne wakacje coś w niej pęka i postanawia nie jechać z mężem i dwójką starszych córek na południe Decyduje się na wyjazd z małym synkiem do Szkocji do kolebki książki „Wichrowe wzgórza”. Trafia do pensjonatu Charoll, gdzie pod wpływem różnych wydarzeń ożywają w niej dawno uśpione uczucia. Jadąc tu wiedziała, że musi sobie poukładać wiele spraw. Przede wszystkim zadać pytanie dlaczego nie jest szczęśliwa.

Basia wyjeżdżając z polski musiała zostawić ukochany interes, zaszła w trzecią ciążę. Dość późną. Postanowiła, że poświęci czas i uwagę swojemu małemu synkowi Marcinkowi.Starsze córki dojrzewają i wykorzystują matkę do rozwiązywania różnych niepotrzebnych sporów, a ta się daje w nie wciągać.  Mąż Marek stateczny dobrze ułożony mężczyzna, stara się, aby było jej dobrze, jednak jego spokój i poukładanie zaczyna Basi grać chwilami na nerwach. Jest skoncentrowany na swojej pracy i rozwoju, co tłumaczy poprawą jakości życia. Nie wzbudza w niej też pożądania, a tu w polu widzenia pojawia się przystojny i pociągający James.
W zasadzie książka jakich wiele ostatnio przeczytałam. Jest w niej jednak coś co ją odróżnia od beletrystyki, którą się zaczytuję „podobieństwo odczuć” bohaterki. Sama przeżywałam długi pobyt w domu z synkiem. I wiem jak ciężko odnaleźć siebie w codziennych rutynowych obowiązkach. Uwielbiam i kocham pasjami swoje dzieci. I pozwalam im grać na swoich emocjach. Nie zawsze jestem stanowcza i przede wszystkim w moim życiu jestem tylko dla nich. Pomimo to wiem, jak czasem ciężko jest odnaleźć w tym siebie. Czasem w sercu pojawia się pytanie „A ja?” , „Czy to już wszystko?”. Wiem, że zdrowiej jest żyć dla siebie i dbać o rodzinę. Wiem jednak, że są ludzie, którzy tak nie potrafią…ja. Zawsze od kiedy byłam małą dziewczynką żyłam dla innych. Najpierw to była moja rodzina, rodzice. Kiedy przychodziły święta stawałam na głowie żeby sprawić im przyjemność drobnymi prezentami. Kiedy tylko podrosłam chodziłam do sklepu w soboty stałam w kolejkach i sama robiłam sobotnie zakupy. To takie drobiazgi, ale są tacy ludzie, jak bohaterka książki, którzy „są dla innych”. Popełniają błędy, aby innym było lepiej, wiedząc nawet, że stanowcze „nie” w wielu sprawach przyniosłoby może lepsze rezultaty.I nagle budzą się tak, jak ona i czują się bezgranicznie puści i nieszczęśliwi. I mimo, że drobne rzeczy cieszą, nie sprawia to, że dusza gra. Zaczyna się poszukiewanie siebie, swoich marzeń, tego co się podoba lub nie. Jednak kiedy już odnajdzie się to, co wydaje się być spełnieniem marzeń, może się okazać, że „dla dobra rodziny” rezygnuje się z realizacji. A w sercu panoszy się smutek.

Czytam tę książkę, widzę reakcje i myśli bohaterki i w wielu punktach widzę siebie. Mój związek. Mój pan zawsze doskonały, ułożony, rozwijający się, ja zapracowana, dająca wszystko na tacy i dzieci radosne, oczekujące cudów tego świata. I dam im te cuda. Tylko gdzie tu miejsce dla mnie. Poszukam na nowo. Skończę czytać książkę, zobaczę czy moja bohaterka zrealizuje marzenia. Czasem myślę sobie jacy my wszyscy jesteśmy do siebie podobni, jak wiele sytuacji powoduje podobieństwo odczuć.

Polecam tę książkę.

Dorota

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge