„Perfekcyjna kobieta to suka”

20170205_093927Dziś dostałam książkę od mamy: „Perfekcyjna kobieta to suka”. Zamierzam ją przeczytać i wtedy dodam komentarz, co uważam o niej i o treści w niej zawartej. Jednak dziś muszę coś napisać. O sobie.

Czy perfekcyjna kobieta to suka? Wiele osób mniej lub bardziej dąży do perfekcji, na pewno ma na nas wpływ to, co dzieje się w mediach, czy portalach społecznościowych. Sama uwielbiam instagram, czasem zaglądam na facebooka. Mam kilka stron, które odwiedzam przy okazji otwarcia komputera. Staram się być na bieżąco. Dlaczego? Bo lubię. Dzięki temu szukam rzeczy, które mi się podobają, inspirują mnie do działania. Czy muszę być oryginalna? Czy muszę być ponad to? Nie chcę. Chcę być częścią świata, który mnie otacza. Być może niektórzy uważają, że jestem spięta. Spętana rzeczami, ramami, które uważam, że muszę. Jednak sama te ramy tworzę, mogłabym walczyć ze swoimi ograniczeniami, tymczasem ja je hoduję, jak ulubione zwierzątko. Wybierając granice, które stopniowo przekraczam. I takie, które muszą pozostać.

Nade wszystko uwielbiam być wolna duchem. Sama wybierać rzeczy, które muszę, a które tylko mogę. To jest dla mnie wolność. Możliwość samodzielnego dokonania wyboru. Kiedy w moim życiu wszystko zależałoby od innych czułabym się spętana i zniewolona. Moją postawę życiową charakteryzuje zdanie: ” mogę, nie muszę”. Chcę tworzyć swój świat, szukać nowych pasji, szukać uczuć, które mnie uskrzydlają, nie być zawsze perfekcyjna, ale pracować nad sobą, doskonalić się. Nie dla każdego chodzenie w piżamie i z brudnymi włosami to szczyt marzeń. Nie dla każdego leżenie przed telewizorem to super spędzony czas. Ja wciąż gdzieś biegnę, szykuję spotkania, umawiam się, wyjeżdżam. Nie zawsze odbieram telefon i często nie jestem na czas, to mój wybór, moja wolność. Czasem kogoś to rozdrażni, ale ja właśnie w tym miejscu nie chcę być perfekcyjna.

Chciałabym lepiej wyglądać, ale to coś nad czym mogę pracować. Są kobiety, które zawsze wyglądają jak spod igły. Są śliczne, zgrabne, dobrze ubrane…  nie mają spuchniętych oczu z rana, kilku kilo nadwagi, czy okazjonalnego pryszcza. Do tego są mądre zdolne, ideały… ja taka nie jestem. Nad sobą muszę nieustannie pracować, aby było jak jest. W szpilkach mi niewygodnie, a szminka i makijaż z oczu spływa mi z oczu po jakimś czasie. Czasem poczuję szpileczkę zazdrości, ale to nic nie zmienia w moim życiu. Wszystko muszę wypracować. I mimo wszystko lubię się. Czasem spojrzę na kolejne nieudane zdjęcie i myślę sobie: to nie mogę być ja! I zabieram się do pracy. Szukam inspiracji i wiedzy. Działam. Osoby, które mnie teraz inspirują przekonują, że nie ma rzeczy niemożliwych, trzeba tylko wstać i działać. Motywacja jest bardzo ważna, a tej mam pokłady w sobie.

Przeczytałam kilka dobrych stron w książeczce, którą na ten moment nazwałabym: „Perfekcja…po co, wyluzuj”. To trochę nauka, jak wyluzować i być dla siebie, robić rzeczy nie popularne, bacząc tylko na własny fun. Taka nie jestem. Uwielbiam dawać coś z siebie innym. Jestem najszczęśliwsza, kiedy mogę uszczęśliwić innych, czasem myślę, że za bardzo i to coś nad czym muszę panować. Nad zdrowym egoizmem. Ludzie, którzy są mi bliscy wiedzą, że lubię dbać o nich, troszkę mamuśkować. Są jednak momenty, kiedy przypominam sobie o sobie i wtedy liczę się tylko ja.

Ostatnie dwa dni przeżyłam na kołowrocie praca, dom, imprezy i kulinarne popisy. Po nocach, wieczorach i porankach stałam przy garach i szykowałam pyszności dla najbliższych. Mam zdolności kulinarne. Potrafię świetnie organizować pracę i połowę rzeczy robię w tzw międzyczasie, a do tego efekty tej pracy są dla mnie zadowalające, a dla mojej rodziny mega smaczne.  Co do reszty, to w pracy staram się ogarnąć nawał pracy, który jest, był i będzie. Dlatego staram się, aby to co się dzieje nie wpływało na mnie emocjonalnie. Nie chcę aby złe emocje, napięcie przepływało przeze mnie. Wyznaję zasadę: co mogę robię, a to na co nie mam wpływu niech się dzieje, trudno. Po feriach wróciłam pełna energii i walczę o każdą jej cząstkę, nie chcę utracić radości, którą przyniosły mi wolne dni. Ostatnie dwa dni spędziłam u przyjaciół na śmiechu, żartach, opowieściach, wspominkach. Czasem śmiałam się, ale były opowieści, które mnie wzruszyły do łez. Mogę uczciwie powiedzieć, że nie zmarnowałam ostatniego tygodnia. I liczę, że kolejne dni lutego będą równie przyjemne.

To tyle o moim dążeniu do perfekcji w życiu i wszelkich jego aspektach.

Dorota

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge