Pierwszy dzień wiosny i ja

20170326_123902


Nareszcie czuję zbliżające się ciepło. Wychodzę z domu i czuję ten zapach… to wiosna. Co do mnie to masa zmian. Długo mnie tu nie było. Za mną dużo pracy nad sobą. Coś w poprzedniej mnie popękało, abym powstała ja dzisiejsza. I muszę przyznać, że ta nowa ja, to ktoś kogo lubię.

Po pierwsze zmieniłam tryb życia. Zamieniłam osobę, która marzy o zmianie swojego wyglądu w osobę, która to realizuje. Zmieniłam kuchnię na najpierw dietetyczną, a teraz kiedy pogłębiłam swoją wiedzę także zdrową. Poszukuję wiedzy, odkrywam nowe pasje. I to jest to cudowne co mnie spotkało. Nie zmieniły się żadne warunki zewnętrzne. Po prostu dorosłam do zmiany i ją realizuję. Po pierwsze zgubiłam już około 9 kg z zaplanowanych 20. Tak spora liczba. Nie robię tego drastycznie tylko racjonalnie. Idę bardzo powolutku do przodu. Postawiłam na zdrową kuchnię- co oznacza, że nie interesują mnie teorie o odchudzaniu, bo ja się nie odchudzam tylko redukuję. Policzyłam sobie ile powinnam kalorii dziennie spożywać, jak to się ma do sportu, który uprawiam. Uczę się jak komponować posiłki zwracając uwagę na udział białka, węglowodanów i tłuszczy. Stosuję jedzenie pudełkowe. Z tym, że sama je codziennie przygotowuję. Zabiera mi to około 40-60 minut dziennie. Ale w moich pudełkach mam cały dzień. Obejrzałam na youtube wykłady Akopa Szostaka, Jacka Bilskiego czy pooglądałam co robi Anna Korcz i wielu innych. Do tego książki o żywieniu. Powoli klaruje mi się co i jak robić.  Mam za sobą 5 miesięcy ograniczeń i nauki. Od 1,5-2 miesięcy dodałam sport. Stopniowo zwiększyłam dawkę tak, aby na dzień dzisiejszy pracować około 9 godzin tygodniowo nad poprawą kondycji i mięśniami. Nie trenuję jeszcze na siłowni. Na razie są to wysiłkowe ćwiczenia na fitnessie. I podoba mi się to, że tam zestawy ćwiczeń opracowują trenerzy. Nie muszę się głowić, co po kolei wykonywać. Koncentruję się tylko na jak najwierniejszym wykonaniu ćwiczenia. Korzystam z karty multisportu i praktycznie całe dnie mogłabym spędzać na wybranych zajęciach, jednak obowiązki domowe i zawodowe mnie mocno ograniczają. Dlatego 10 godzin to skrajny maks tego ile mogę sobie pozwolić na fitness. Początkowo chodziłam na zajęcia typu zdrowy kręgosłup, streching czy pilates. Teraz wybieram zajęcia wymagające więcej wysiłku, nie raz czuję, że nie dam rady, mięśnie palą, pot cieknie, a ja przekraczam swoje kolejne granice. Kiedy wiem, że to ponad siły luzuję, spokojnie mam czas, nie dziś to może jutro. I widzę efekty. To chyba największy motywator. Jednak ze sportem to jest tak, że kiedy się człowiek rozkręci to czuje wielką nie przepartą ochotę, aby to robić i robić. Kiedy zaczynam zajęcia nawet te najbardziej forsowne, pochłania mnie to, znikają problemy, dom-praca zostaje za drzwiami. Nie mam czasu na zbyt intensywne myślenie, bo czas  wolny mi się tak skurczył, że nie ma czasu na popadanie w smutki. Mam też koleżankę, która jak ja oddała się sportowi i obie motywujemy się do wyjścia i działania. Jednak lubię też moje samotne wyjścia na zajęcia. Czuję się z tym wszystkim świetnie. Endorfiny nakręcają mnie do życia, mniej mam dołów i mam marzenia, które chcę realizować. Czasem czuję, że przeholowuję jestem zbyt zmęczona po treningu lub zbyt głodna, ale wtedy włączam ciut więcej węglowodanów, trochę zwalniam inne aktywności życiowe i jakoś daję radę. Mój czas na pisanie właśnie dobiegł końca. Życzę wszystkim takiej motywacji  do działania.

Dorota

Jedna myśl nt. „Pierwszy dzień wiosny i ja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge