Samotność w tłumie

tlum-ludziCzasem człowiek czuje się samotny mimo otaczających go ludzi. Może mieć przyjaciół, nawet takich bliskich, najbliższych. I mimo wszystko nie potrafi znaleźć w sobie siły, aby pokonać pustkę i zimno, które otacza jego serce. Ma świadomość, że może w każdej chwili zawołać do kogokolwiek i na pewno otrzyma pomoc, a jednak tego nie robi. Coś go powstrzymuje, nie daje mu żyć i czuć szczęścia. Zdarzają się osoby, które pozwalają tej pustce przejąć kontrolę…

Słuchałam ostatnio wypowiedzi Beaty Pawlikowskiej o samotności mimo posiadania rodziny i przyjaciół. Dotyczyło to samobójczej śmierci pewnej kobiety, która posiadała męża, dzieci, rodzinę i przyjaciół, a mimo to popełniła samobójstwo. Ta kobieta wcześniej pisała listy, dlatego autorka wiedziała o jej problemie. Jednak kobieta dała wygrać podstępnemu poczuciu pustki, która ją otaczała. Dużo padło słów o samotności, pisarka mówiła, że sama wygrała walkę ze swoją „samotnością”. Kwestią było przewartościowanie życia, ale czy zawsze to się udaje? Czy jest jedna recepta?

Jakiś rok temu moja ciocia zapytała mnie ilu mam przyjaciół, do których bym mogła zadzwonić i powiedzieć wszystko, a oni bez słowa by mnie zrozumieli. Dali by mi wsparcie bez słowa krytyki, dali by mi pełną akceptację. Wtedy nie wiedzieć czemu zająknęłam się. Zamknęłam. Wiem, że mam wiele takich osób, które by mi pomogły. Wiem że mam wsparcie i akceptację. Jest wiele osób, które widzą o mnie naprawdę wiele. To sprawdzone osoby i bez wahania powiem -przyjaciel/przyjaciółka. Jednak moje wahanie nie wynikało z braku wiary w przyjaciół. Wynikało z braku wiary, że w tym właśnie momencie zwróciłabym się do kogokolwiek. Jestem osobą, która hoduje swoją pustkę i samotność. Kocham moich bliskich i przyjaciół, ale oni nie mają dostępu do mojej samotności. Dlatego wypowiedź pani Beaty mnie poruszyła. Tak posiadanie w sobie tej samotności, która otacza serce jest trudna, czasami wychodzi w trudnych momentach. Ale ja nie chcę pomocy nikogo, bo to mój wybór. Nauczyłam się sama przerabiać swoje problemy, nikt nie może mi pomóc, tylko ja sama. Moi bliscy już to wiedzą. Nie daję sobie pomóc. Przychodzę do najbliższych, kiedy już w zasadzie uporałam się z problemem i chcę wyrzucić z siebie emocje, jakie po nim pozostały. Moim sposobem na pustkę jest praca, zamęczanie się, wciąż nowe pomysły i realizacja choćby nie wiem jakim kosztem. Czasem aż padam ze zmęczenia, ale moja „samotność” nie bierze nade mną góry. Czasem pozwalam sobie na momenty, kiedy pozwalam sobie na chwile roztkliwiania się i zmywam swój ból potokami łez. Ale to mija. Zakładam maskę spokoju, zadowolenia i dzielnie biegnę do kolejnych zadań.

Uważam, że ta „samotność”, to ciągłe poszukiwanie sposobu na pustkę jest domeną ludzi skomplikowanych. To ciągłe ssanie w środku, jakby życie to było za mało. Dlatego czasem śmieję się i mówię, że łatwiej jest być człowiekiem „prostym”, bez wyobraźni, bez tego ciągłego myślenia i poszukiwania. Jakby to było tak usiąść i nic nie myśleć? Po prostu być…

Dorota

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge