Słońce, plaża i wielkie nic nie robienie

20160611_091556Oczywiście, jak każdy wyjazd okupiony był wielkimi przygotowaniami. To część, której naprawdę nie lubię, ale to nic. Kiedy wysiadłam przed hotelem i usłużny konsjerż chwycił moją walizkę, aby wciągnąć ją do foyer, zdziwiłam się i rozejrzałam wokół siebie. Było cudownie. Pięknie, wakacyjnie, błękitnie i w greckim stylu, w najlepszym tego słowa znaczeniu.

Czas oczekiwania skróciło nam śniadanie, które okazało się ucztą i pierwszym dniem katastrofy w mojej walce o poprawę wyglądu. Na środku olbrzymiej restauracji znajdował się kwadratowy bufet z blatami roboczymi przy których kucharze przygotowywali dania na ciepło. Był ciąg dań na ciepło, ciąg do przygotowywania omletów i innych dań z dodatkiem jajek i kiełbasek. Miejsce, które odwiedzałam najczęściej dział serów oliwek i dodatków, miejsce na dania słodkie na zimno i ciepło, miejsce z pieczywem, miejsce na tworzenie swoich sałatek oraz miejsce z gotowymi sałatkami. Usłużna obsługa proponowała napoje od kawy po napoje z dodatkiem alkoholu. To była uczta dla oka i ciała. No cóż kiedy opanowaliśmy się, bo głód nie miał tu nic do rzeczy.

Smakołyki Mitsis Norida BeachOtrzymaliśmy klucze do naszych pokoi, a raczej apartamentów. Na miejsce zostaliśmy dowiezieni meleksem. Nasze nowe mieszkanko było dwu poziomowe. Dół bardzo przestronny ze schodami na antresolę, gdzie znajdowała się obszerna sypialnia z podwójnym łóżkiem i łazienką. Na dole znajdowały się dwa łóżka pojedyncze telewizor z jednym kanałem polskim TVP Polonia,  ponad to łazienka oraz balkon. Wszystko w białym wydaniu z drewnianymi meblami oraz storami w biało niebieskie pasy. Całość prosta i ze smakiem. Można rzec gustowna. Łazienki bardzo ładne, zadbane i czyste. I muszę przyznać, że nie miałam się do czego przyczepić. Podobało mi się od pierwszego spojrzenia.

Apartament mitsis norida beachPrzyszedł czas na plażowanie. Pierwszego dnia poszliśmy poleżeć przy basenie dla dzieci. Płytkim i wygodnym dla osób, które jak ja musiały wciąż pilnować dziecka, aby się nie utopiło, bo szaleństwo było wpisane w ten pierwszy haust powietrza nabranym na miejscu. Woda w basenie była słona i dość chłodna. Jedyne dodatkowe niebezpieczeństwo stanowiły gładkie kafle, które po oblaniu wodą były śliskie i niebezpieczne dla biegających dzieci.

Droga na plażęPo obiedzie wybraliśmy się na plażę. Na plaży ustawione były leżaki i parasole, a woda zachęcała przejrzystością. Jedyną trudność stanowiło kamieniste podłoże. Jednak byliśmy na to przygotowani. Mój synek zachwycił się kamieniami, które zbierał namiętnie. A ja podziwiałam krystaliczność wody. Moja córka testowała materac, na którym raz po raz unosiłyśmy się na wodzie. Woda była chłodna orzeźwiająca, ale dało się wytrzymać. W basenie dla dorosłych na terenie hotelu była chłodniejsza. Na plaży codziennie koło godziny 15.00 można było uczestniczyć w zajęciach zumby. A w budkach na okrągło serwowano najlepszą pizzę margaritę jaką udało mi się jeść. Moje dzieci oszalały na jej punkcie. Można było zjeść hot doga lub inną przekąskę, czy zamówić drinka, napój itp.

Jedynym basenem z wodą słodką był basen ze zjeżdżalniami, który znajdował się z drugiej strony hotelu tuż obok amfiteatru. Chodziłam tam z moją córką, która miała ochotę trochę pozjeżdżać. Jednak był bardzo tłoczny i jak dla mnie to było dość zniechęcające. Wszędzie znajdowały się drink bary. I można się było częstować lodami i przekąskami przy tym basenie raczej były to owoce.

Wieczorem od 20.00 zaczynały się animacje dla dzieci w amfiteatrze. Mój syn nie zagustował w tańcach, ale przedstawienie z piratami i innymi potworami bardzo mu się podobało. Po części dla dzieci zaczynały się animacje dla dorosłych. Jednak jako mama małych dzieci przyznam, że z tego nie korzystałam. W czasie naszego pobytu odbywały się mecze, więc salę disco zamieniono w salę telewizyjną, co mi osobiście słabo się podobało, bo zdarzyło mi się urwać z myślą o potańczeniu, ale nie udało mi się tego zrealizować. Przyznam, że z animacji wieczornych zwyczajnie nie korzystałam, choć animatorzy dwoili się i troili, aby zaprosić gości. I po kolacji, kiedy sączyliśmy drinki na tarasie hotelowym zawsze usilnie nas namawiali.

Ten pierwszy dzień minął nam na chłonięciu widoków i mnożeniu zachwytów. A mieliśmy przed sobą jeszcze pełne siedem dni. Nasz wyjazd rozpoczynał się w sobotę nad ranem, a kończył w sobotę w nocy tydzień później, mieliśmy osiem pełnych dni wypoczynku.

Dorota

Jedna myśl nt. „Słońce, plaża i wielkie nic nie robienie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge