Wisła we wrześniu

Podjazd do hotelu  Na tego roczny wrześniowy wyjazd mieliśmy ledwie kilka dni, dlatego postanowiliśmy odwiedzić miejsce w Polsce, którego jeszcze nie zwiedzaliśmy. Wybraliśmy góry i miejscowość, którą zwiedziłam będąc w podstawówce. Wiedząc, że nasze dzieci nie są wytrawnymi piechurami, postanowiliśmy pojechać w miejsce, gdzie każdy odnajdzie coś dla siebie. Wybraliśmy się do Wisły.

Jak zwykle w takich razach zrobiliśmy rezerwację w Hotelu Gołębiewski, aby z jednej strony czerpać przyjemności ze zwiedzania, ale również w chwilach wolnych wymoczyć się w ulubionych przez nas basenach. Jest jeszcze drugi powód, kiedy wchodzimy do hotelu zawsze wiemy czego się spodziewać, czujemy się wygodnie i komfortowo.

Recepcja Gołębiewski Wisła

User comments

User comments

User comments

User comments

User comments

User comments

User comments

User comments

User comments

User comments

User comments

User comments

User comments

User comments

User comments

User comments

Przed Hotelem Gołębiewskidojazd do GołębiewskiegoWidok na GołębiewskiegoGaleria w Wiśle

User comments

User comments

Skocznia w Wiśle

Mimo wszystko ten hotel wyjątkowo ujął mnie za serce. Już w recepcji nie było przesadnej przestrzeni, było zwyczajnie przytulnie. Dostaliśmy pokoje z widokiem na baseny i góry. Prawdopodobnie do pzytywnego odbioru przyczyniła się również pogoda. Aura mimo wrześnie przypominała raczej ciepłe kraje niż naszą rodzimą aurę. Kiedy wychodziłam na balkon pokoju, widok przypominał mi nasze zagraniczne wojaże. W dole błękitne baseny, na widnokręgu zalesione góry. Cudownie. Może zbyt ciepło, jak na moje potrzeby, ale mimo to postanowiliśmy rozpocząć nasz pobyt od spaceru po Wiśle. Miasteczko urokliwe, choć czuło się, że sezon letni przechodzi już to przeszłości. Na deptaku wciąż można było zakupić lody, gofry czy oscypki oraz może tandetnych pamiątek.

Po powrocie do hotelu postanowiliśmy oddać się naszym ulubionym rozrywkom, czyli moczeniu się w basenach. No cóż ja głównie z dziemćmi w brodziku i na zjeżdżalniach czy w basenie z falami, ale i tak było fajnie. Mój mąż w tym czasie korzystał z grot i kadzi z leczniczymi wodami. Muszę przyznać, że i tu basen mnie naprawdę przyjemnie zaskoczył. Ni może nowością, bo gdzieniegzie widać było ząb czasu, jednak rozmieszczenie poszczególnych basenów bardzo mi się spodobało. Przede wszystkim przy brodziku dla dzieci była masa zabawek, z których dzieci mogły korzystać. Mój syn był zachwycony. Moja córka raz po raz zjeżdżała na zjeżdżalniach i wskakiwała do zjeżdżalni beczki. To stanowczo nie dla mnie. Natomiast w basenie z falami  fale były naprawdę wielkie, nawet mnie kilka razy zmyła woda. Stanowczo po Karpaczu z ich mizernymi falkami – efekt super. Brakowało tylko jednego rwącej rzeki…trudno i tak zwojowali mnie basenami i kadziami na dworzu. Super efekt.

Posiłki były na dobrym poziomie, jednak mam wrażenie, że mniej urozmaicone niż w Karpaczu. Widok z okien restauracji był naprawdę uroczy z jednej strony góry z drugiej baseny. Pięknie, smacznie i przyjemnie.

Salon gier w przeciwieństwie do innych lokalizacji to miejsce opuszczone… Kręgielnia w niezmienionym stylu pamięta, chyba czasy otwarcia. Czyli za te miejsca daję im małego minusa.

Podczas pobytu robiliśmy sobie różne wycieczki po okolicy, jednak nie były to spacery po górach. Odwiedziliśmy Słowację i Czechy, aby stwierdzić, że nie ma już chyba żadnych lokalnych produktów, które kupowaliśmy za studenckich czasó. Pytaliśmy o rumowy syrop do herbaty i orzeszki w pysznej skorupce w kilku sklepach i nic. Szkoda. Wszystko się zmienia i niestety traci dawną tożsamość, jak się okazuje.

Nasz wyjazd, choć krótki wykorzystaliśmy maksymalnie. I nawet z basenu wyszliśmy na pół godziny przed wyjazdem. Nasz trzyletni syn świetnie się bawił na placu zabaw z nową koleżanką, uczył sie piec i ozdabiać swoje wypieki. I nie chciał wracać do domu. My też zrelaksowaliśmy się , na ile to możliwe z dwójką dzieci. Czyli idea wypoczynku poza domem zrealizowana na piątkę z plusem, a do Wisły wrócę za kilka lat na dłuższy pobyt, kiedy już będę mogła swobodnie wyłożyć się w kadziach z wodami leczniczymi, czy pospacerować po szlakach turystycznych, bez jęku „nogi mnie bolą”.

Dorota

 

 

Jedna myśl nt. „Wisła we wrześniu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

CommentLuv badge